Początek lat 2000, początek dostępu do internetu w każdym domu i wszechobecna chęć pokazania siebie i swojej twórczości. No tylko gdzie? W 2002 roku na ratunek przyszedł niejaki Piotr „Kaczo” Kaczor i uruchomił serwis Digart. Konta na Digarcie w tamtych czasach nie miał chyba tylko ten, kto nie miał internetu. Tam rodziły się nowe przyjaźnie i... miłości. I mało kto spełnił marzenia o byciu artystą.
Digart żył przez 16 lat, do 2018 roku, choć ostatnie lata jego działalności to już raczej równia pochyła i podtrzymywanie przy życiu za wszelką cenę. Przegrał z Facebookiem, Instagramem i znudzeniem, które chcąc nie chcąc kiedyś przyjść musiało. Ale był okres, w którym Digart był wręcz królem (tak jak lew jest król dżungli) portali wśród amatorów sztuki wszelakiej. Ba, nawet nie tylko wśród nich, bo konta zakładali tam ludzie niezwiązani ze sztuką. Powstanie Digarta chyba nie mogło przytrafić się w lepszym okresie – początek XXI wieku, wkraczające masowo do sklepów aparaty cyfrowe, z zabójczymi 4 megapikselami, które stawały się coraz bardziej dostępne dla statystycznych Kowalskich. A kto miał aparat, ten – no oczywiście – chciał zostać artystą, pardon, przez duże "A". Albo chociaż pretendować do tego miana. Choć pierwotnie Digart miał promować też inne dziedziny sztuki – grafikę, czy malarstwo, to w praktyce z czasem te kategorie zostały mocno wyparte przez fotografię. Wiadomo – wszyscy jesteśmy fotografami.
Miałem to szczęście, że poniekąd dołożyłem swoją, malutką cegiełkę do tej historii polskiego internetu, bo przez kilka lat pełniłem funkcję moderatora (tak, to ja byłem jednym z tych, których się tam nie lubiło) w tym serwisie, odpowiadając za fotografię. Zdradzę wam kilka ciekawostek na temat funkcjonowania serwisu.
Moje drugie konto na Digarcie. Pierwsze założyłem w 2006 roku
Świętym Graalem każdego użytkownika Digarta był tzw. „Digart Dnia”. O matko. To było jak złoto olimpijskie, jak posiadanie nowego Maserati, jak kupienie kurczaka na promocji w Biedronce za 3,99 zł. Każdy, kto kiedyś go dostał, doskonale pamięta ten piękny pasek informujący o tym fakcie, swoje zdjęcie na głównej stronie i oczywiście – masę czerwonych powiadomień o komentarzach i ocenach. I tylko przycisk F5 już się wycierał od odświeżania strony, co by połechtać swoje ego nowymi ocenami.
Pamiętacie ten dreszczyk podniecenia na widok czerwonego paska?
A zastanawialiście się kiedyś, w jaki sposób wybierano Digart Dnia? Otóż – równolegle do Digarta istniało forum administratorów, na jednym z darmowych serwisów, do którego dostęp mieli tylko administratorzy i moderatorzy. To właśnie tam toczyły się wszelkie dyskusje (tak, używaliśmy słów powszechnie uznawanych za wulgarne, np. "dupa"). Zadaniem moderatorów było tworzenie propozycji na Digart Dnia. W odpowiednim wątku zakładano „temat” z nickiem proponowanego autora, a moderator prezentował profil i kilka propozycji jego prac. Spośród nich pozostali moderatorzy wybierali to zdjęcie (piszę zdjęcie, bo nimi się zajmowałem – analogicznie było w przypadku innych dziedzin), które miało szansę zostać wyróżnione. Dostępna była zwykła ankieta, a każdy mógł oddać jeden głos. A wśród odpowiedzi była też oczywiście opcja „żadne”, czyli - no - żadne. Jak mam być szczery odmowa wyróżnienia prac nie zdarzała się bardzo często. Zazwyczaj było to podyktowane tym, że autor ma już na swoim koncie kilka Digartów Dnia, albo otrzymał to wyróżnienie całkiem niedawno. Czytaj - za dużo tego dobrego, jeszcze pomyśli, że jest artystą :).
Forum, na którym wybierano Digarty Dnia
Oprócz forum, każdy z moderatorów i administratorów miał też dostęp do specjalnego panelu administracyjnego. To w nim można było np. zbanować użytkownika (pani Agnieszko to naprawdę nie ja panią zbanowałem w 2013!). I tu – kolejna ciekawostka – za pomocą tego narzędzia można było łatwo wyszukiwać konta klony danego użytkownika. Czemu o tym wspominam? W tamtych czasach wiele osób było żądnych pozytywnych ocen i ciepłych komentarzy. Oj wierzcie mi, wierzcie, że nie brakowało użytkowników, którzy zakładali kilka kont tylko po to, aby słodzić sobie samemu pod pracami. Albo... mścić się na tych, którzy wystawili złą ocenę. I w gruncie rzeczy było to czasami zabawne, bo użytkownik był święcie przekonany, że „żodyn” nie wie. No, prawie żodyn :).
Panel administracji, w którym można było między innymi banować użytkowników
Ci z was, którzy mieli konto na Digarcie, pamiętają też na pewno zakładkę „Nowe Digarty”. To tam trafiały świeżo dodane prace przez użytkowników. Otóż w ramach ciekawostki mogę zdradzić, że jednym z częstszych zajęć moderatorów, było usuwanie stamtąd zdjęć. I nie, nie zrozumcie mnie źle. Nie tylko tych o wątpliwych walorach artystycznych lub ich braku. Ale np. zdjęć męskich przyrodzeń, czy miejsc gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę (no dobra, już użyłem tego słowa - dupy). A zazwyczaj kończyło się to tym, czyli banem:
Ban dla użytkownika, choć ten jest ciekawy, bo to sam moderator przyznał sobie bana :)
A na koniec zdradzę chyba największą ciekawostkę Digarta, do której dostęp mieli tylko administratorzy i moderatorzy. Otóż po zalogowaniu się na swój profil widoczne były... żółte karteczki. O, takie:
I o co chodzi z tymi karteczkami? Każdy z moderatorów mógł „przyczepiać” je w dowolnym miejscu strony i dodawać dowolną adnotację (tak, można też było napisać "dupa"). A to pozdrowienia dla innego moderatora, a to komentarz do zachowań danego użytkownika. Tak, tak, czasami to było jak żółta kartka do naszej wiadomości, żeby móc przy następnym „wybryku” po prostu nałożyć uspokajającego bana.
A już tak całkiem serio na koniec.
Końcem tej historii jest ban dla samego Digarta. W 2018 roku serwis przestał istnieć. Czy słusznie? Raczej tak, portal nie przetrwał po prostu próby czasu, a i zainteresowanie nim drastycznie malało. Ja posiadałem konto na Digarcie od 2006 roku, przez ten serwis poznałem kilka osób, z niektórymi mam kontakt do dzisiaj. I mimo że dziś powtórka sukcesu takiej strony byłaby raczej niemożliwa, to trzeba powiedzieć z pełną odpowiedzialnością: Digart zasłużył na miano legendy polskiego internetu i na stałe zapisał się na kartach jego historii. Tu rodziły się wieloletnie przyjaźnie, czy rodziły miłości, które trwają do dziś. Ja czasami nadal wracam do niego myślami. Mimo że od mojej pierwszej rejestracji tam minęło już 20 lat. I to trochę nieprawda, że nikt nie został artystą. Wśród użytkowników było takich wielu, którzy zrobili kariery, spełnili lub spełniają się. Z punktu widzenia fotograficznego powiem tylko, że co najmniej kilkoro wygrywało choćby konkurs Grand Press Photo.
I jeszcze w ramach ciekawostki, jedno z pierwszych zdjęć, które dodałem na Digart, właśnie w 2006 roku
Jedno z pierwszych moich zdjęć na Digarcie, Jaworzno, 2006 r.
Ale to już materiał na osobną historię. Choć zbyt wiele zdjęć ze swoich początków nie zachowałem, to wkrótce je pokażę. A tymczasem - Digarcie - odpoczywaj w czeluściach internetu. Howgh.