Gdyby zapytać o najbardziej rozpoznawalne i kolorowe obchody Bożego Ciała w Polsce to większość osób chyba bez wahania powiedziałaby krótko - te w świętochłowickich Lipinach. Miejsce, które co roku staje się mekką fotografów po raz kolejny zaskoczyło. Bo zaskakuje co roku.
Do Lipin wybrałem się wcześnie rano, bo już ok. 5 wyjechałem z Jaworzna, gdzie mieszkam. Na miejscu byłem przed 6, bo msza, po której rozpoczynała się procesja była zaplanowana na godz. 8. Czemu tak wcześnie? Uważam że to właśnie przed samą mszą dzieje się w Lipinach najwięcej. Przygotowania ołtarzy potrafią być naprawdę fotogeniczne. I dosłownie 15 minut po moim przyjeździe zauważyłem już pierwsze osoby, które zaczynały rozkładać ołtarze. I szczerze mówiąc nastawiałem się na fotografowanie tylko tych wydarzeń, postanawiając, że odpuszczam samą procesję. Dlaczego?
Nie jest tajemnicą, że procesje Bożego Ciała w Lipinach zostały już sfotografowane przez większość amatorów fotografii na wszelkie możliwe sposoby. Jednak nadal to wydarzenie ma potencjał, trzeba tylko się rozejrzeć. Prawda jest taka, że na te kilka godzin przed procesją w Lipinach raczej nie ma fotografów. Większość przyjeżdża dopiero na główne wydarzenie, które przecież jest bardzo kolorowe i radosne. Ja jednak nie lubię fotografować, gdy oprócz mnie jest dużo innych osób z aparatami. Podświadomie nie mam ochoty wtedy wyciągać aparatu, bo obawiam się, że nawzajem powielimy zbyt wiele tych samych, zastanych sytuacji.
W tym roku nie dopisała jedynie pogoda. Sączący się z nieba deszcz nieco przeszkadzał, ale finalnie jestem całkiem zadowolony z tego wyjazdu. A poniżej efekty.
Do góry