W weekend 23 i 24 maja dokumentowałem naszą górską wycieczkę na Babią Górę i Pilsko. To były intensywne dwa dni, w trakcie których przeszliśmy prawie 35 kilometrów, a obydwie trasy zajęły nam kilkanaście godzin. Nasza niespełna 8-latka dzielnie dała radę :). 
Babia Góra (Diablak) - Kapryśnica 1725 m n.p.m.
Sobota. Naszą trasę zaczynamy na Przełęczy Krowiarki. Tam znajduje się sklepik i kasa biletowa, gdzie kupujemy bilety do Babiogórskiego Parku Narodowego. Następnie wybieramy zielony szlak w stronę Markowych Szczawin.  Już na początku mijamy pierwsze urokliwe miejsce - Mokry Stawek, do którego schodzimy po schodach. Pierwsze fragmenty trasy są naprawdę łatwe i przyjemne do pokonania - to prosta droga, niemalże bez większych nachyleń, bez utrudnień, czy kamieni. Prawdziwa wspinaczka dopiero nadejdzie :).

Początek szlaku z Przełęczy Krowiarki

Mokry Stawek

Po pewnym czasie oczom ich ukazała się... Babia Góra :)

Po nieco dłuższym spacerze docieramy do Skrętu Ratowników - miejsca, gdzie rozpoczyna się wejście na żółty szlak, czyli tzw. Perć Akademików. O początku szlaku informuje nas ustawiony znak. Tu spotykamy większą grupę turystów, którzy zbierają siły przed dalszą drogą. Już samo wejście na żółty szlak wskazuje, że łatwo nie będzie :).

Skręt Ratowników - to zaledwie kilkanaście minut od Markowych Szczawin

Wejście na żółty szlak i Perć Akademików

Trasa faktycznie nie należy do łatwych - jest stromo i trzeba się nagimnastykować. Trzeba jednak przyznać, że w większości to schody z kamieni, więc dość pewnie stawia się stopy. Ewa w wielu miejscach musiała podpierać się rękoma, ale podekscytowana Czarnym Dziobem parła do przodu szybciej od nas.
Po pokonaniu stromych podejść docieramy do chyba najatrakcyjniejszych miejsc na żółtym szlaku. Zaczynają się łańcuchy, widać już piękną panoramę, a my powoli zbliżamy się do najtrudniejszego fragmentu na szlaku, czyli tzw. Czarnego Dzioba, stromej skały, na którą trzeba wspiąć się po uchwytach i łańcuchach. Niestety, nie uwieczniłem samej wspinaczki Ewy po Czarnym Dziobie, bo konieczna była jej asekuracja, żeby bezpiecznie pokonała przejście. To miejsce, gdzie uchwyty są nieco od siebie oddalone i mniejsze dziecko może mieć problem, żeby do nich dosięgnąć.

Przed nami Czarny Dziób na Perci Akademików

Czarny Dziób na Perci Akademików

Po pokonaniu Czarnego Dziobu zostało nam jeszcze trochę trasy na sam szczyt, już nie tak trudnej jak wcześniej, choć nadal stromej. To wszystko wynagradzały jednak przepiękne widoki. Natomiast sam szczyt, no cóż, niech zdjęcia przemówią same za siebie.
Po dłuższej przerwie na szczycie na podziwianie widoków wyruszamy w dół. W związku z tym, że Perć Akademików to jednokierunkowy szlak, wybieramy inny - czerwony. Niestety, dla nas nie jest to przyjemny szlak, ma dużo stopni, które są wyłożone kamieniami, przez co zejście do Przełęczy Krowiarki jest po prostu... bardzo niewygodne (tak, wiem, to kuriozalne pisać o niewygodzie podczas górskiej wycieczki).
Cała wyprawa na Babią Górę zajęła nam o ile dobrze pamiętam 6 godzin (w tym przerwy).
Pilsko - 1557 m n.p.m.
Drugi dzień wyprawy, czyli niedziela i tym razem wybór pada na moim zdaniem równie trudny do zdobycia szczyt - Pilsko. Mimo zmęczenia po Babiej Górze energii dodaje nam myśl o pięknych widokach, jakie zastaniemy na szczycie :). 
Wejście na Pilsko zaczynamy na parkingu przy Zajeździe Smrek w Korbielowie. To tam zaczyna się żółty szlak, którym będziemy wchodzić na górę. Początek szlaku to przez około 1-1,5 km asfaltowa droga, która skręca w las. I już na początku mijamy pierwsze ładne miejsce - mostek nad rzeką.
Naszym pierwszym celem wędrówki jest Hala Miziowa, do której dojście zajmuje 2-3 godziny w zależności od tempa i przerw. Po drodze można już zobaczyć kilka ładnych widoków, ale tak naprawdę te najładniejsze można dostrzec dopiero po dotarciu do Hali Miziowej.

Schronisko na Hali Miziowej

W schronisku "ładujemy baterie", oczywiście jest pierwsza nagroda w postaci lodów (mają tam naprawdę przepyszne lody włoskie). Na górę prowadzą dwa szlaki - czarny i żółty. Czarny teoretycznie jest krótszy, ale prowadzi wzdłuż wyciągu orczykowego, więc jest bardzo stromy. My wybieramy szlak żółty, który jest mimo wszystko dosyć trudny technicznie, prowadzi przy stromych skarpach i momentami trzeba naprawdę uważać.
Po przejściu trudniejszego fragmentu pełnego skał wchodzimy już na w miarę prostą trasę, bez większych przewyższeń, która prowadzi między drzewami. Jest dosyć wąsko i żeby turyści mogli się minąć trzeba sobie robić miejsce. Warto zwrócić uwagę, że drogowskaz na Hali Miziowej wskazuje, że droga zajmie ok. 35 minut. Być może bardzo sprawni turyści, idąc szybkim krokiem wejdą na szczyt Pilska w takim czasie, ale nam zajęło to, o ile dobrze pamiętam, godzinę. Po przejściu między drzewami docieramy do rozwidlenia - tam krzyżują się czarny i żółty szlak, a do polskiego wierzchołka Pilska pozostało dosłownie 5-10 minut wędrówki.
Wierzchołek słowacki jest bardzo blisko polskiego. To dosłownie 5-10 minut pieszej wędrówki po dość płaskim terenie. Odwiedzamy obydwa wierzchołki i planujemy zejście w stronę Hali Miziowej. Tym razem wybieramy jednak czarny szlak.
Po drodze dość niebezpieczna niespodzianka. Schodząca grupa turystów zobaczyła żmiję zygzakowatą, która pełzła w poprzek stoku. Mimo wielu osób nie wystraszyła się i nie uciekała. Na szczęście popełzła w swoją stronę. Warto jednak naprawdę uważać, bo my schodząc spotkaliśmy jeszcze drugą żmiję (a przy okazji także salamandrę plamistą). Dla mnie był to pierwszy raz, gdy zobaczyłem żmiję na żywo. Teraz jest okres, gdy naprawdę nietrudno spotkać tego gada na szlaku, a nasza nieuwaga może skończyć się bardzo nieprzyjemnie, dlatego koniecznie trzeba patrzeć pod nogi i zachować dużą czujność. Od Hali Miziowej schodziliśmy ponownie żółtym szlakiem (w pewnym momencie przez nieuwagę zeszliśmy ze szlaku, ale na pomoc przyszedł nam GPS). Cała trasa z przerwami zajęła nam ok. 7 godzin.
Do góry